Dochodzi 4am, zmęczyłem się, i zmęczył mnie na razie temat Clintonów i Obamy. Należałoby pokimać. Ale kusi mnie, żeby blog rozpędzić. Więc napiszę o George W. Bushu (Bush-junior), prawdziwie buzzowo-blogowo.
Przecierałem oczy. Wiedziałem, że to nie może być były prezydent George H. W. Bush. Podobieństwo było silne, ale jednak mężczyzna na ekranie był młodszy, twarz miał okrąglejszą, inaczej zachowywał się, inne miał gesty. Jednak imię i nazwisko było "to samo", podobieństwo twarzy momentami aż zatykało, więc się czułem jak w twilight zone. Tak to jest, gdy się nie śledzi za polityką.
Wygrał Bush-junior z Al Gore minimalnie. Al Gore był potężnie głupi. Zamiast na całego skorzystać ze spadku pozostawionego mu przez Clintona, to się dureń od Clintona ze wszystkich sił odcinał. Chciał prezydenturę zawdzięczać sobie, a nie Clintonowi. Więc przegrał. I dobrze. Jeżeli nie potrafił ustawić sobie priorytetów w jednej sytuacji, to nie potrafiłby i w poważniejszych - na prezydenta absolutnie ten niedojrzały sztywniak nie nadawał się.
Gdy patrzyłem na ekran tv, na Busha-juniora, to rozpoznawałem znany mi z Polski urok małego, miłego, przyjaznego pijaczka. Chyba tym urokiem podbił wtedy Stany (a mnie tym niepokoił). Pojęcia wtedy nie miałem, gdy tak się o nim wyrażałem, że naprawdę nadużywał w młodości alkoholu! Dowiedziałem się o tym dopiero wczoraj, gdy FOX tv-channel przeprowadzał z nim wywiad. W swoich spisanych wspomnieniach i w wywiadach, Bush jest wspaniale otwarty i szczery. Zdumiewające, niesamowite. Dają te wywiady od kilku dni, a ja jestem w stanie śledzić od przypadku do przypadku tylko po kilka minut. Dotąd tych wypadków było tylko dwa, więcej mi się na razie nie udało. Jaka szkoda! Po dziesięciu latach wreszcie przekonałem się do Busha, choć od jakiegoś czasu pewne znaki coraz mocniej sadowiły się w podświadomości. Pijaczek-nie pijaczek, Bush ma klasę! Także mądrość, niezłą inteligencję. Trochę mi głupio, że wcześniej tego nie chciałem zauważyć. Głupio mi, bo Bush jest głęboko mądrze skromny, co powinno dać mi wiele do myślenia, co cenię; a jednak ta rzadka aż taka skromność u polityka lub kogokolwiek, tym razem myliła mnie. Bush nie przejmował się i nie przejmuje się tym jak wygląda w oczach innych. Ma tę siłę, spokój wewnętrzny, ładną pewność siebie - nie kłóci się, nie walczy o opinię o sobie, ... W pewnych okolicznościach to może mylić, i mnie myliło.
Pamietam wypowiedź (bo nie przemowę) Busha dla Stanów po 9-11. Taki Carter lub Obama przemawialiby dosyć długo, skomplikowanie i pompatycznie, zapewniając o swoim osobistym przejęciu światem i Stanami i w ogóle. Bush - w tak historycznym momencie! - mowił kameralnie. Powiedział, że da się lubić ("I am a likeable guy"), ale teraz ma robotę do wykonania ("but I have a job to do"). Przy słowach "a job to do" skręcił głowę w bok. Raz jeszcze sprawił wrażenie na mnie uliczne - starszego, spokojnego, doświadczonego, ulicznego bandziora - ale w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Wojen w Afganistanie i Iraku nie można załatwić prostym tak/nie. Jedyne co z pewnym wahaniem można Bushowi zarzucić, to prowadzenie dwóch na raz. Tylko to skrytykował Bill Clinton. Gdy chodzi o resztę, to nie ma mądrych. To nie Busha wina, że w samych Stanach nie ma optymalnego systemu społecznego, więc nie są w stanie takiego propagować w innych krajach. Przenoszą Stany swoją demokrację, zamiast coś wciąż lepszego, do Afganistanu i Iraku, więc dorabiają się tam skorumpowanych rządów, i te kraje tracą na tym, i Stany tracą na tym, i cały świat!!! (w porównaniu z tym, co mogłoby być). Jak powiedziałem, nie jest to wina Busha. Wyniki mogły być piękne, ale najpierw musiałoby być pięknie w samych Stanach. Nie bardzo jest jak nauczyć drugiego czegoś, czego samemu się nie praktykuje, o czym samemu nie ma się pojęcia.
Bush sam z siebie stwierdził, że ekonomia zaskoczyła go, i wszystkich. Zgadza się.
Niestety, to za duże wymaganie, naprawdę, żeby prezydent był myślicielem. Jaka szkoda, że nie wiedział, co przeprowadzić zamiast bailout. Można było zdrową, pokrewną operację uczynić zdrowo. Tymczasem otworzył puszkę Pandory dla Obamy, który skorzystał z tego na niszczycielską potęge.
A teraz Obama podróżuje sobie luksusowo po Azji, chyba naprawdę będąc pod idiotycznym wrażeniem, że ON! SWOIM! gadaniem namówi Azjatów, i od tego poprawi się amerykańska ekonomia.
Jeszcze drobiazg, ale charakterystyczny, w zakresie moich obserwacji. Bush-junior jest pierwszą osobą, która potrafiła uniknąć zniszczenia wywiadu telewizyjnego przez prowadzącego wywiad reportera kanału FOX - durnia, pinheada Billa O'Reilly, wbrew zachowaniu którego, wywiad tym razem był udany; nawet na tym napięciu wywiad zyskał dla mnie, bo dał mi okazję Busha docenić.
No comments:
Post a Comment